Śmierci otulonej w białe prześcieradło i wymachującej naostrzoną kosą bać się trzeba. Króla Heroda o krzywej gębie i rozkazującego by dzieci mordować bać się trzeba. Diabelskiego wysłannika piekieł z ogonem chwostem zakończonym bać się też trzeba. To taki obyczaj jasełkowy: przychodzą przebierańcy i straszą. Straszą na niby i my boimy się na niby. Bo kto uwierzy dziś, że diabeł ma rogi, a króla z Izraela nie chroni immunitet dyplomatyczny
Współczesne strachy są realne, chociaż mechanizm straszenia bardziej skomplikowany. Nie wystarczy białe prześcieradło, rogi czy kosa. Zamiast przejmować się swoim zdrowiem i pomyślnością rodziny powinniśmy dziś troszczyć się o strefę euro. Słyszymy zewsząd głosy, że od jej przetrwania zależy nasza, obywateli Polski, przyszłość. Chociaż euro nie jest naszą walutą i w najbliższym czasie nie będzie. To jak z lasem deszczowym w Brazylii - wycinanie drzew spowoduje kataklizm klimatyczny na całym świecie. Tyle, że bez strefy euro gospodarki europejskich krajów dawały sobie niegdyś radę. Teraz waluta, która miała być motorem sukcesu eurounijnego gracza jest przyczyną jego problemów. Zagraża funkcjonowaniu państw. Bez ogródek mówi się o możliwości bankructwa. System finansowy chwieje się pod atakami spekulantów. Kto nimi jest nie mówi się głośno. Tak jakbyśmy mieli do czynienia z legalnymi działaniami. Gdy atakują terroryści by destabilizować państwo świat się oburza. Wypowiada się im wojnę: na lotniskach zdejmujemy buty, konta w bankach są blokowane. Gdy destabilizację państwa wywołują spekulanci finansowi atakując walutę - zalega cisza. Winne jest państwo, bo zadłużone, obywatele bo za dużo zarabiają a sprawcy pozostają w cieniu. Destabilizacja gospodarki to przecież efekt uboczny - im chodzi tylko o zysk. To naturalny efekt wolnego rynku.
Fundusze stabilizacyjne, karkołomne kombinacje pożyczkowe MFW nie zdadzą się na wiele gdy pozycja spekulantów pozostanie silna. Gdy na ich działania świat finansów będzie patrzył z zazdrością (Ale zarobili!!!), a nie z przyganą
(To niedopuszczalne. Trzeba z tym skończyć!!!).
Andrzej Stawiarski
redaktor naczelny