Mitologia każdego czynu jest historią pieniądza
Tadeusz Peiper poeta
Mój otyły przyjaciel, profesor Marian S., wielki uczony i subtelny intelektualista oraz - co tu szczególnie ważne -
every inch a gentleman, zwierzył mi się ostatnio, z zadumą i melancholią, z pewnego doświadczenia, które sprawiło, że musiał boleśnie zrewidować jeszcze jeden, zdawałoby się wieczny i niezniszczalny stereotyp: typowo angielskiego gentlemana. Mój przyjaciel zetknął się był bowiem z dużą grupą typowo angielskich gentlemanów na Rynku krakowskim, którzy w kawiarni Vis a vis raczyli się, jak podejrzewał mój przyjaciel, typowo angielską
cup of tea. Ale... - żaden z tych panów nie miał parasola ani melonika, byli łysi, odziani w dresy, a cały(!) strój niektórych stanowił jedynie pasiasty szalik, na tradycyjne pytanie kelnerki:
would you like a cup of english tea, sir? - panowie ci odpowiadali, cytuję:
"Łaaaa!!!!", a ci nieliczni, którzy byli w stanie artykułować (bo akurat nie womitowali), wypowiadali tylko jedno słowo, nieznane zresztą mojemu otyłemu przyjacielowi, skądinąd sławnemu poliglocie
("fuck!"), co wprawiło go w taką konfuzję, że
he behaved like a perfect gentleman: uchylił z gracją melonika i szybko oddalił się w sobie wiadomym kierunku...
Tę pouczającą historię przytaczam, bowiem - jak o tym triumfalnie trąbi prasa - mamy ogromną, historyczną szansę na jeszcze intensywniejszą obecność typowo angielskich gentlemanów w naszym mieście. Oni rozsławią Kraków! A to naturalnie z okazji Euro 2012, podczas których piłkarze angielscy, holenderscy i włoscy zamieszkają w Krakowie, a wraz z nimi nawiedzą miasto tysiące kibiców. Powstanie specjalna
strefa dla kibiców - entuzjazmuje się wicedyrektor wydziału ds. informacji UMK, pan Filip Szatanik. On sam i jego podwładni
już teraz szukają najbardziej atrakcyjnych miejsc, które byłyby tłem dla wywiadów, co więcej: znaleźli już takie miejsca!, na liście prowadzi Wawel,
zawodnicy holenderscy będą nagrywani z zabytkiem w tle - raduje się pan Szatanik. I słusznie! Jak to będzie cudnie: sam rezerwowy obrońca Juup van Meegeren będzie całemu zasłuchanemu światu opowiadał o swej kontuzji łydki, a w tle zamajaczą niewyraźnie wieże Wawelu, i wreszcie świat nas pozna i nas doceni!
Chcemy, by biuro prasowe [Euro 2012]
mieściło się przy Rynku. Albo w MCK, albo w Pałacu Pod Baranami. Bowiem z okien obu budynków widać Sukiennice. To będzie dobra promocja miasta - cieszy się Szatanik i już teraz planuje zarzucenie zagranicznych dziennikarzy folderami o krakowskich atrakcjach. A w folderach, niezbędne przecież każdemu kibicowi, informacje o krakowskich galeriach i muzeach,
m.in. o tym, że w krakowskim muzeum Czartoryskich znajduje się jeden z sześciu pejzaży namalowanych przez Rembrandta, czyli "Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem". I niezawodnie tysiące angielskich i holenderskich kibiców będą w nabożnym skupieniu spędzać godziny całe na kontemplacji miłosiernego Samarytanina i wielu innych dzieł, wszak po to tu przyjechali. Ale nie tylko to:
Liczymy, że w ślad za piłkarzami angielskimi przyjadą do Krakowa ich żony i narzeczone, często znane celebrytki, w ślad za którymi podążą paparazzi. To wszystko klienci wymagający, nocujący w luksusowych hotelach, wydający mnóstwo pieniędzy. Kraków na nich skorzysta - przewiduje Szatanik.
No dobrze, dosyć już tej upiornej szatańskiej groteski. Tyle, że to wszystko prawda: tej historii nie wymyślił Mrożek (choć bardzo jest w jego stylu), i nawet dyrektora Szatanika nie wymyślił Witkacy. To o co tu chodzi? O to, o co zawsze chodzi, jak nie wiadomo, o co chodzi. Jak przewidują wstępne wyliczenia ekspertów, kibice zostawią w Polsce ok. 870 mln zł. I o ile zagraniczny turysta wydaje w Polsce przeciętnie 624 zł., to kibic wyda średnio, jak się przewiduje, ponad 2.000 zł. I to jest całe - i jedyne - wytłumaczenie tej groteskowej paranoi. I tylko to. I proszę bardzo. Tylko proszę nie sugerować nam, że jest inaczej. Bo to obraża naszą inteligencję.
Rzadko Peiperowskie motto naszego tu cyklu tak celnie i dobitnie dotykało istoty problemu, jak dziś...
Fakty, liczby, cytaty z dyrektora Szatanika przytaczam za artykułami M. Kursy, G. Łazarczyk i J. K. Kowala z "Gazety Wyborczej".